Luty 11

Tomasz Pindel „Czy to się nagrywa?”

Tomasz Pindel, czy to się nagrywa? recenzja książkiTa opowieść jest po prostu postrzelona. Mam wrażenie, że nawet nie zakończyła się w żaden normalny sposób, bo kluczowe wydarzenia wydarzyły się 15 stron przed końcem. Autor nawet nie zawracał sobie głowy komponowaniem postaci. A to właśnie na rozgrywkach między bohaterami miała być chyba postawiona ta powieść. W każdym razie, warto przeczytać dla humoru – świetnie ukazana postać chłopka-roztropka/ wioskowego głupka/prostego chłopa, autor znęcał się nad tą figurą niemiłosiernie. Być może książka miała być political fiction, ale bardziej przebijają przez wszystko językowe popisy autora. Widać, że Tomasz Pindel ma słuch językowy, świetnie uwypukla manieryzmy poszczególnych grup społecznych: chłopów małorolnych, wielkomiejskich yuppies, wyliniałych naukowców, dresików z blokowiska itp.

Kategoria: Książki | LEAVE A COMMENT
Styczeń 29

Wojciech Orliński: „Ameryka nie istnieje“

ameryka nie istnieje orliński opinia o książceJeśli szukacie pozycji, która realnie przybliży Was do zrozumienia, w jaki sposób myślą współcześni Amerykanie, to jest to właśnie ta książka. Autor konfrontuje nas z obrazami z filmów, legendami, mitami i wytworami pop kultury, które w dużej mierze odpowiadają za nasze wyobrażenie o Ameryce.
Warto przeczytać, aby zrozumieć, czym uwarunkowany jest dzisiejszy światopogląd Amerykanów oraz aby zrozumieć, czym różnimy się od naszych braci zza wielkiej wody.

Przykładowa ciekawa różnica?
Amerykanie od zawsze tworzą teorie spiskowe. Kiedy amerykańskie miasto zalewa powódź, natychmiast powstają masowe teorie spiskowe sugerujące, że to chciwi agenci nieruchomości zorganizowali wysadzenie wałów przeciwpowodziowych po to tylko, aby wybudować nowe osiedla. Teraz przypomnijmy sobie, co działo się w Polsce po tym, jak Tupolew z prezydentem na pokładzie rozbił się pod Smoleńskiem. Natychmiast wszelkie teorie sugerujące, że to wcale nie był wypadek, a zaplanowany zamach Rosjan, były uznane za domenę osób o radykalnych poglądach. Z Macierewiczem na czele. Nawet jeśli dopuszczamy do siebie masowo możliwość, że jednak przyczyną katastrofy były zaplanowane działania jakichś ludzi, staramy się podchodzić do tego ze zdroworozsądkowym dystansem. Oburza nas, że to nie my prowadzimy śledztwo i długo nie mieliśmy na terenie Polski nawet wraku samolotu do zbadania, ale to nie oznacza wcale, że tak naprawdę trawi nas podskórne przekonanie, że Rosjanie zabili na ponad stu polityków i oficjeli.
W Ameryce natomiast każdemu wydarzeniu, które charakteryzowałoby się podobną siłą rażenia, przypisuje się niesamowicie rozwinięte teorie spiskowe, którym w narodzie nadaje się wiary w nieprzeciętnie wielkiej skali.
Idąc dalej: co się stało w Polsce, kiedy zmarła Anna Przybylska? Na początku, wszyscy przypomnieli sobie, że ogromnie ją lubili, a przede wszystkim – cenili jako nieprzeciętną, utalentowaną aktorkę. Następnie zainteresowaliśmy się, jak tam radzi sobie jej mąż, owdowiały z trójką małych dzieci. Następnie, zainteresowanie nieco przygasło.  Ktoś od czasu do czasu odgrzebuje stare nagrania Kuby Wojewódzkiego, u którego aktorka wystąpiła z Katarzyną Bujakiewicz i który to odcinek cieszył się dużą popularnością. Ktoś inny zainteresował się przeprowadzeniem wywiadu z matką Ani, która opowiedziała w Vivie lub  w Gali o ostatnich dniach i godzinach życia swojej córki. It o w zasadzie byłoby na tyle.
W Ameryce natomiast, śmierć, dajmy na to, Elvisa Presleya to przyczyna to tkania niesamowicie rozbudowanych teorii na temat rozpoczęcia prowadzenia przez niego drugiego, tajemnego życia, z dala od blasków fleszy, w ukryciu i tajemnicy. Być może w tym, że takie teorie w społeczeństwie istnieją nie byłoby dziwne – wszak wszędzie znajdziemy ludzi niezrównoważonych. W Ameryce jednak problem polega na tym, że skala wiary w to, że Elvis tak naprawdę żyje do dziś, jest w chory sposób rozległa.

Gdy zmarł Jan Kulczyk, trudno było szukać jakichkolwiek publikacji o tym, że od czasów nieudanej operacji serca, jaką przeszedł w Wiedniu ze skutkiem śmiertelnym, zapoczątkowała jego nowe, beztroskie, zupełnie odmienne od dotychczasowego, życie. Nie ma tych publikacji, bo nawet jeśli ktoś je pisze, to nikt ich nie opublikuje – kierowany przeczuciem, że w naszym społeczeństwie takie teorie się po prostu nie przyjmują.

Wojciech Orliński zdaje się sugerować, że na podobnej zasadzie  zrodziła się niesamowita trwoga na temat iluminatów, która ogarnęła, jak wiemy – właściwie cały świat. Każdy zdroworozsądkowy człowiek, spoglądając na najważniejsze wydarzenia na świecie przeczuwa, że być może tak naprawdę niewiele wiemy o tym, kto i dlaczego oraz w jaki sposób pociąga za sznurki. Amerykanie jednak  idą w tym wszystkim o krok dalej i roją sobie gotowe odpowiedzi, uproszczone, ale też fascynujące. Na przykład, że istnieją iluminaci, którzy mają konkretny cel i w których rękach spoczywa ponad połowy władzy świata. Polacy najprawdopodobniej odpowiedzieliby, że chcieliby nawet, aby tak było – wszak świat wtedy byłby prostszy i łatwiejszy do zrozumienia.
Wracając do masonerii – fakty wyglądają tak, że wszystko rozpoczęło się od jawnie działających klubów dżentelmeńskich, istniejących od dawien dawna w Wielkiej Brytanii, które z czasem kolonizowania Ameryki przeniosły się właśnie tamże. Panowie spotykali się, żeby dyskutować, czytać książki, które nie były w tamtych czasach szeroko dostępne w Ameryce. Czasy były też takie, że ludzie byli zmęczeni wojnami religijnymi i starali się, jako inteligencja,  właśnie w tych klubach, odżegnywać od religii, propagując kult Boga-Stwórcy. Do klubów należeli intelektualiści, politycy, najważniejsze osoby w Państwie, założyciele miast i nie ukrywali tego. Amerykanie spoglądali na takie kluby z nieufnością i zaczęli przypisywać osobom w nich uczestniczące złe zamiary i magiczne wręcz moce.

Książka nie odpowiada na pytanie jak jest naprawdę, ale stara się tłumaczyć mechanizmy myślenia, uwarunkowane historią tego szalonego kraju.
Wbrew pozorom, książka „Ameryka nie istnieje“ nie jest napisana w formie anegdotek ani też nie ma komiksowego, tudzież satyrycznego charakteru. Jest to dość sprawna wypowiedź socjologa.
Brakowało mi takiej książki już od dawna. Odpowiadającej na pytania, których być może sami nie umiemy wyartykułować, ale które czujemy. Na przykład – O CO CHODZI Z VEGAS? Dlaczego coś takiego, w takiej formie, powstało w Ameryce? Jaką potrzebę spełnia to miejsce? Jacy są tak naprawdę współcześni Nowojorczycy?

Serdecznie polecam!

Wrzesień 25

AniaVlog, dawniej: Ania w Szwecji

AniaVlog opinieVlog Ani nie ma na razie zbyt wielu fanów (ok. 2800 subskrybentów na dzień 25 września 2016 r.), ale wszyscy sądzimy, że to tylko kwestia czasu, kiedy rozrośnie się do zdecydowanie większych rozmiarów.
Charakter nagrań zbliżony do tych, które uprawia Szavka.
Czyli: autorka jest optymistyczna, rozgadana. Od zarania dziejów uwielbiamy podglądać życie sąsiadujących plemion i za bardzo się w tej kwestii nie zmieniamy. Dziś potrzebę podglądactwa spełniamy częściowo na Youtubie. Stad tak duża popularność codziennych vlogów, w których treści są przypadkowe, chaotyczne, z nielogicznymi zwrotami akcji i które pełne są zmian nastrojów i emocji. Jednym słowem, ich charakter jest maksymalnie zbliżony do codziennego życia, w którym brakuje kreacji filmu fabularnego.
Oglądając Anię, mamy wrażenie, że pokazuje nam całe swoje codzienne życie. Kiedy rozczochrana przygotowuje mieszkanie do parapetówki, gdy gotuje, przymierza zamówione na allegro ubrania, gdy przeprowadza sie ze Szwecji, idzie do pracy lub gdy robi zakupy.

AniaWSzwecji opinieW filmie występują czasami jej mama i partner. W rzeczywistości – podobnie jak Szavka – autorka prawie wcale nie uzewnętrznia się i tak naprawdę o 90% spraw, którymi aktualnie żyje – widzowie wiedzą niewiele.
Ania kładzie największy nacisk na to, aby przekazywanie konkretnej treści zamiast na tym, aby wyglądać efektownie. Najczęściej nie przygotowuje specjalnego makijażu pod nagrywanie. Nie ma problemu z tym, żeby nagrywać rozczochrana lub z aparatem na zębach zalepionym przez jedzenie. Dzięki temu, jej filmy  zyskują na spontaniczności i dynamizmie. Można mieć wrażenie, że są nagrywane w dowolnym momencie, a jedynym zabiegiem poczynionym przez autorkę w celu ich nagrania jest po prostu wyciągnięcie kamery z torby.

Jedną z największych zalet Ani jako Youtuberki jest to, że prowadzi aktywne życie. Ma zainteresowania, potrafi ruszyć się poza Warszawę, żeby coś zobaczyć, aktywnie urządza sobie życie. W  związku z tym, Ania dostrzega najróżniejsze ciekawostki, które są poza polem widzenia 80% polskich Youtuberek i potrafi o tym sprawnie opowiedzieć. Dzięki temu, jej kanał jest ciekawszy niż typowa papka o zakupach i kosmetykach oraz makijażach. W dodatku, Ania sprawnie operuje językiem, mówi płynnie i ma dość duży zasób słów.

Ania vlog Ania w SzwecjiJeśli szukać negatywów, można pokusić się o tezę, że filmy na kanale AniaVlog będą drażniły osoby uczulone na infantylizm. Wyjmowanie kamery po to, aby nagrać własny płacz spowodowany rozczarowaniem zachowaniem ochroniarza, który nie wpuścił jej na koncert, może wielu widzom lekko śmierdzieć.

Zdarza się, że kiedy autorka bloga ma kontrowersyjne poglądy, nie wyraża ich wprost. Wypowiadając się na tego typu temat, kluczy i owija w bawełnę długo, mimo że już na początku wypowiedzi zdążyła przemycić informację o tym na jakim stanowisku stoi. Być może niechęć do wyraźnego artykułowania swoich poglądów wynika z obawy o nieprzychylne komentarze.  Trudno się dziwić takiej niechęci. Filmik nagrywany pod wpływem chwili potrafi zataczać szerokie koło jeszcze na długo po tym jak zostaje opublikowany. Nie każdy ma ochotę mierzyć się z tym co nieuważnie chlapnął pół roku temu.

Wrzesień 18

„Kalendarzyk niemałżeński” Dorota Wellman, Paulina Młynarska-Moritz

Książka ma ok. 140 stron, jest to wymiana korespondencji między Dorotą Wellman a Pauliną Młynarską. Rozmawiają o wszystkim. Stawiam na to, że głównym motorem sprzedaży tej książki jest Wellman, która znana jest i lubiana przez wiele osób za swój zdrowy rozsądek, skromność, wyważenie w wydawanych sądach, wrażliwość. Drugiej – Młynarskiej – też tego nie brakuje, ale chyba nie dała się jeszcze dotąd dostatecznie poznać z tak ciekawej strony (nie oglądałam nigdy jej programów, np. „Miasta kobiet“).

Kalendarzyk Niemałżeski Dorta Wellmann i Paulina Młynarska
Obie kobiety mają jaja i „nie wahają się ich użyć“. W książce widoczna jest walka o sprawy kobiet. Treść lekko zalatuje tymi feministycznymi hasłami, które już teraz, w 2016 roku, wydają się być według mnie nieco nadstarzałe. Tak myślę, kiedy to czytam i kiedy patrzę na kobiety wokół mnie. Społeczeństwu nie trzeba już tak odkrywczo uświadamiać, że życie żon i matek nie osadza się tylko wokół robienia porządków w domu. Dlatego takie książki wydaja mi się lekko męczące.

Znacznie ciekawsza jest druga warstwa feminizmu, która wyziera z tych listów. Są to najróżniejszego rodzaju treści, które mogą być wyraźną wiadomością zostawioną przez 40-latkę kobiecie młodszej o 10 lub 15 lat. Wiadomość brzmi: mężczyźni, ogólnie mówiąc, są po prostu słabi. Nie ma bez nich życia, ale oni sami żyć muszą się uczyć o wiele dłużej niż kobiety.

Kolejna ciekawa sprawa w książce to informacje, jakie przemyca Młynarska o naturze współuzależnienia oraz informacje o tym jak to leczyć. Polecam kobietom z takim problemem.
Coś dla siebie znajdą też osoby, które noszą się z zamiarem zrezygnowania z aktywności, które straszliwie żrą energię, a nic nam w zamian nie oddają. Młynarska dość dużo o tym pisze. Przeprowadziła się z Warszawy do Kościeliska (nie rezygnując przy tym z prowadzenia programów w TV) i  w książce jasno, bez egzaltacji wytłumaczyła, jakie ma z tego korzyści. M.in.:
„Nie muszę gadać z ludźmi, którzy mnie nie interesują i dobrze mi nie życzą”
„Zamiast miotać się bezproduktywnie po Warszawie, napisałam w Kościelisku „Zakopane odkopane“, które całkiem nieoczekiwanie okazało się bestsellerem.“
„W ciągu roku od przeprowadzki zjeździłam pociągami pół Europy, byłam w Australii, Indiach i Nepalu.”
„Moja nieobecność na imprezach w Warszawie nie odjęła oglądalności programowi w TV, który prowadzę”
„Nie muszę się ubierać, sztafirować, mieć idealnych paznokci i nakręconych włosów, co kosztuje przecież fortunę“

Treści tego typu mogą podziałać ożywczo na osoby, które też czują, że kręcą się w kółko.

Kategoria: Książki | LEAVE A COMMENT
Kwiecień 17

„Opiekunka. Ameryka widziana z fotela” Lucyna Olejniczak

opiekunka, czyli ameryka widziana z fotela. lucyna olejniczak. recenzja książki o emigracji zarobkowej do amerykiKsiążka „Opiekunka. Ameryka widziana z fotela” jest dobra dla osób, które mają za sobą epizod emigracyjny. Aczkolwiek nie jest to literatura najwyższych lotów. Polka, Lucyna, rodowita Krakuska w średnim wieku wyjeżdża do Ameryki, aby zarobić jakiekolwiek pieniądze, które pomógłby jej utrzymać dzieci. Rzecz dzieje się w końcówce lat osiemdziesiątych. Zaradna, pogodna, tęskniąca za domem matka Polka, bezradna wobec męża alkoholika, który został w domu i powoli wyprzedaje wszystko, co zostawiła w mieszkaniu. Książka jest opowieścią o tym jak ciężko jest poradzić sobie w pracy za granicą bez znajomości języka i jak ciężko jest, gdy stykamy się  z zupełnie obcymi nam realiami życia, gdzie stare zasady kompletnie nie obowiązują, a ludzie wokół nas myślą nagle zupełnie innymi kategoriami. Jak ciężko jest wytrzymać w odosobnieniu, jak ciężko jest znieść tęsknotę za dziećmi. Nie dowiemy się tam zbyt wiele o Ameryce, o zwyczajach Amerykanów itp. ale jest to, tak jak wspomniałam, dobre i być może pokrzepiające dla osób, które musiały w swoim życiu wyjechać za granicę.
Trudno powiedzieć komu ponadto można polecić tę książkę. Nie powiedziałabym też z drugiej strony, że przeczytanie jej to jakaś dramatyczna strata czasu, bo tak nie jest.

pod niemieckimi łóżkami recenzja książki

 

 

 

Podobne książki:

„Pod niemieckimi łóżkami. Zapiski polskiej sprzątaczki”, autor: Justyna Polańska

„Kwiat pustyni” Waris Dirie

 

Kategoria: Książki | LEAVE A COMMENT
Kwiecień 17

„Bomba” Karolina Korwin – Piotrowska

Osoby z dorobkiem zawodowym, będące na świeczniku, których działalność jest wartościowa dla innych wydaja na pewnym etapie kariery wspomnienia, biografie, zbiory reportaży. Zwykle zdarza się to im po czterdziestce, bliżej pięćdziesiątki. Często odczuwają wówczas nasycenie sukcesem i mają potrzebę podzielenia się tym, co jest wartościowe i co udało im się zgromadzić w trakcie życia. Te książki to  znak, że następuje u tych osób właśnie swoiste podsumowanie, kamień milowy w karierze. Przykładem jest Krystyna Janda lub Jerzy Shtur ze swoimi niedawnymi książkami.

Potrzeba podsumowania swojego dorobku zawodowego dotknęła również Karoliną Korwin-Piotrowską i mamy w księgarniach książkę „Bomba.Alfabet polskiego show biznesu“. W przypadku Karoliny Piotrowskiej ten kapitał, który zechciała zebrać w jedną całość i wypuścić w świat aby zostawić po sobie coś potomnym to zbiór chamskich  plotek, których nasłuchała się przez kilkadziesiąt lat pracy. Jest to bowiem osoba, która całe swoje życie zawodowe oparła o wysłuchiwanie plotek i wydawanie opinii na temat cudzych spraw. W moich oczach jej cechą charakterystyczną jest to, że chwyta się tych osób, które są obecnie na świeczniku i w głównym nurcie zainteresowania szerokich mas. Tych, o których obecnie się za bardzo nie słyszy, zostawia zawsze w spokoju. Podczepia się pod cudzą popularność i walczy o uwagę hejtując. Nie różni się pod tym względem od innych osób z parciem na szkło, tak bardzo przez nią wyszydzanych za właśnie ową potrzebę bycia w centrum zainteresowania. Wielokrotnie wytyka palcami osoby, które nic wartościowego sobą nie reprezentując, nie dając niczego ciekawego społeczeństwu zagarniają sobie obecność w umysłach mas. Niestety, to samo uprawia również i ona – niczym wartościowym krzyczy o uwagę szerokiego ogółu. Wyszydzaniem, negowaniem i kpieniem walczy o uwagę publiczności.
Przyjmuje przy tym pozę intelektualistki,ale jakoś jej nie wierzę. To, że ma wrażliwość językową, jest inteligentna, bystra i szybka oraz ma wykształcenie niewiele daje w jej pozycji, bo ta kobieta po prostu nie ma żadnego autorytetu jako ktokolwiek.
 karolina korwin piotrowska
W książce znajdziemy w większości pozytywne opinie o opisywanych gwiazdach. Nie zmienia to faktu, że wystarczy niekiedy jedno toksyczne zdanie na sto pozytywnych, aby na całość dzieła rzucił się cień.
Poza tym, można pisać o kimś pozytywnie przemycając jednocześnie swoją chorą nienawiść wobec świata. Przykładem jest to, co napisała Karolina Korwin – Piotrowska w tej książce o Brodce:
„(…)Nie jest też medialną dziwką, która w imię rabatu na torebkę albo buty, zarabiania na kolejne głupoty i robienia kariery sprzeda wszystko łącznie z wydzielinami.“
Czytałam tę książkę z niesmakiem ale i chorą ciekawością tak jak niekiedy przyglądamy się aferom i skandalom towarzyskim. Piotrowska jest odpowiedzią na naszą ludzką cechę: ciekawskość i wścibstwo. Cecha paskudna, ale też ludzka. Nie do końca ludzkie jest natomiast drążenie i dostarczanie ludziom pożywki dla tego wścibstwa.

Najsilniejszym motywem działania Piotrowskiej jest bycie głównym prokuratorem show biznesu. Mówi o sobie, że ma jaja i mówi prawdę. W książce pełno jest zdań, które mają wojowniczy wydźwięk: „BEDNAREK KAMIL: Oto gwiazda nowej generacji, która na oczach milionów widzów z sukcesem wydupczyła system.”

Opisywanie domniemanego homoseksualizmu Kuby Wojewódzkiego, rzekomych chorób wenerycznych Michała Wiśniewskiego, niedostatecznie dobrego aktorstwa Anny Czartoryskiej i inne sprawy to brnięcie w ślepy zaułek. Ogólnie jest to książka dostarczająca słabej jakości emocji i właściwie po 3 stronach można już mieć dość tego jadu.

Niezależnie od tego,

Szczerze mówiąc, nie znam ani jednej osoby ani nie przeczytałam ani jednej opinii, w której ktoś wyrażałby poparcie dla jej działań. Nikogo, komu imponowałoby to co robi Karolina Korwin – Piotrowska ani kto uważałby, że to jej ocenianie jest komukolwiek do życia potrzebne, wartościowe lub zmieniające cokolwiek.

Kategoria: Książki | LEAVE A COMMENT
Kwiecień 17

Tematyka onkologiczna

Tematyka onkologiczna
Poniżej tylko dobre blogi lub książki ocierające się o tematykę hospicyjno-onkologiczną, jeśli ktoś ma akurat na to ochotę..:) Czyli poniżej znajdują się polecane przeze mnie dzieła na dobrym poziomie, pisane przez umierających ludzi, bez infantylności i bez  Paolo Coelho:
1. „Zorkownia”: blog dziewczyny, która pracuje w hospicjum. Tylko dla osób o mocnych nerwach:)
2. Chustka: charyzmatyczna kobieta, która pisała blog od momentu, kiedy dowiedziała się, że ma raka żołądka, aż do ostatnich dni życia. Trwało to kilka lat. Dodatkowo, nakręcono dokument traktujący o jej sprawie. Zmarła w 2012 roku. Bardzo wzruszający blog, szczególnie, że pisany jest pod kilkuletniego wówczas syna (blog miał być pamiątką dla niego). Blog jest napisany w takiej formie, ze czytający go ma szansę ułożyć sobie w głowie historię choroby Chustki i jej walkę z chorobą w logiczną całość. wydarzenia opisane są chronologicznie, są ze sobą połączone, dlatego blog przybiera postać zamkniętej historii. Zakończonej śmiercią niestety.
magalena prokopowicz fundacja rak'n'roll recenzja literatura onkologiczna
3.Magdalena Prokopowicz: pisała bloga, który zły nie był, ale brakuje w nim tego, co jest w blogu Chustki: zachowanej chronologii i ukazania logicznego ciągu zdarzeń. Blog M. Prokopowicz to coś jakby impresje. Zważywszy na to, że historia M. Prokopowicz jest wyrazista i naprawdę ciekawa, od bloga można byłoby spodziewać się czegoś więcej. Niezależnie od tego, należy oczywiście wspomnieć, że blog nie musi być dziełem literackim i nie musi przybierać żadnej formy. Dla osób, które chcą bliżej poznać tę ciekawą historię chorującej młodej, ambitnej, atrakcyjnej, ciekawej kobiety, która w wieku 27 lat zachorowała na raka piersi i podjęła decyzję, że leczyć się nie będzie, po czym poznała partnera i w trakcie kolejnych chemioterapii urodziła dziecko, po czym założyła fundację Rak’n’Roll, zapraszam do obejrzenia filmu „Chemia”, nakręconego przez partnera Magdy Prokopowicz.
4. „Ludzie na walizkach” Szymona Hołowni. Książka, w której zawarte są wywiady z osobami umierającymi lub z ich rodzinami. Studium niejednego przypadku radzenia sobie ze śmiercią, która nadchodzi lub która nastąpiła u bliskich. Ciekawa sprawa.
5. Są jeszcze „Rozmowy o śmierci i umieraniu” Elizabeth Kübler-Ross, też jest ok, ale książka zanurzona w innym kręgu kulturowym (pisana przez Amerykankę, zawarte są tam rozmowy z osobami lezącymi w chicagowskim szpitalu)
Marzec 27

„Czy bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?” Justyna Kopińska

Siostry Boromeuszki z ZabrzaKsiążka napisana przez dobrą dziennikarkę, Justynę Kopińską (polecam jej pozostałe prace), jest zlepkiem historii chłopców i dziewczynek, które przebywały w zabrzańskim (Śląsk) sierocińcu w okresie od początku lat 70-tych do pierwszych lat XXI wieku. Są to wstrząsające opowieści dzieci o doznawaniu przez nich trwającej wiele lat przemocy psychicznej, fizycznej, ekonomicznej, seksualnej.

*Brak poszanowania prywatności dzieci (siostry przysłuchiwały się wszystkim rozmowom telefonicznym, jakie dzieci odbywały z bliskimi z zewnątrz, przyglądały się uważnie ciałom dzieci, kiedy te brały kąpiel, czytały ich listy, nie pozwalały używać jakichkolwiek kartek do rysowania lub wyrażania się w jakikolwiek sposób itp.)
*okrutne bicie po twarzy, bicie po całym ciele kijem, wieszakiem, chochlą do zupy, aż do krwi i do nieprzytomności, szarpanie, kopanie…
*wyśmiewanie się z dzieci, ze wszystkiego: z wyglądu, z pochodzenia, wmawianie dzieciom braku ważności i pozbawianie ich elementarnego poczucia wartości
*hamowanie warunków rozwoju osobowości, pewności siebie i wszystkiego tego, co stanowi w dorosłym życiu o zasobach człowieka – zasobach pozwalających aktywnie podejmować najróżniejsze wyznawania. Wyśmiewanie się z ich marzeń, tłamszenie jakiejkolwiek inicjatywy, poddawanie dzieci nieustającym traumom
*przyzwalanie na to, aby dzieci nawzajem się gwałciły. Zarówno chłopcy, jak i dziewczynki. Siostry Boromeuszki wiedziały o molestowaniu i gwałtach. Mimo to zamykały w jednym pokoju gwałcących z gwałconymi. Wkrótce ofiary gwałtów zaczynali sami gwałcić kolejne dzieci. Siostry o tym wiedziały i wyśmiewały się: “ty pedale” mówiły czasami do chłopców.
*Z czasem, jak mówi jedna z dziewczynek, gwałcić zaczęły również siostry. Na początku był to gwałt, później już “ten seks z siostrami stał się tam normalny”
*dzieci myły się raz na tydzień. Bieliznę też zmieniały raz na tydzień. Jednocześnie chodziły do szkoły, gdzie były też dzieci z przyległych dzielnic, które nie wychowywały się w domach dzieci.
*dzieci nie miały nawet prawa do posiadania własnej szczoteczki do zębów. Wszystkie były w jednym kolorze, wspólne.
*kompletna nieznajomość, wręcz ciemnota sióstr odnośnie rozwoju dziecka. Dziecko, które moczy się w nocy jest traktowane przez siostrę wyłącznie jako problem – jak dziecko, które mocząc się w nocy robi to specjalnie i zasługuje na karę w postaci prania samodzielnie prześcieradła w środku nocy i wachlowania nim aż do czasu gdy będzie suche. Przemęczone po takiej nocy dziecko musiało iść następnego dnia do szkoły. Jednocześnie siostry Boromeuszki praktykowały budzenie dzieci w o północy, aby zmusić je do sikania w ramach zapobiegania sikaniu.

Osiągniecie zdrowia psychicznego po kilku latach spędzonych w tym ośrodku jest praktycznie niemożliwe i potwierdzają to historie wszystkich osób, które spędziły tam dzieciństwo.

Wśród byłych wychowanków niewielu jest takich, którzy byli w stanie w dorosłym życiu założyć rodzinę, osiąść w jednym miejscu i zdobyć wartościową pracę. Nawet jeśli udało się to nielicznym, to nie cieszą się oni zdrowiem psychicznym. Twierdzą, że mimo pozorów normalnego życia mają ogromne problemy z tożsamością, trudno jest im nawiązywać zdrowe relacje. Część z nich wybiera życie w samotności: “żeby tylko już mi nikt nie zawadzał, usunąłem się i żyje w swoim bezpiecznym schemacie praca-dom, bez ludzi”.

sierociniec

Sierociniec w Zabrzu, fot. Gazeta Wyborcza

Są i tacy, którzy po tym jak byli wielokrotnie gwałceni, wpadli w duże zaburzenia na tle seksualnym i stali się niebezpieczni dla otoczenia po tym jak już wyszli z domu dziecka. Dość wspomnieć o byłym podopiecznym Boromeuszek, który po wyjściu z ośrodka zgwałcił ponad 30 kobiet. Obecnie siedzi w wiezieniu. Inny przypadek to chłopiec, który po wyjściu z ośrodka skłonił do współżycia swojego kuzyna i razem zaczęli wkrótce molestować dzieci z pobliskiej szkoły. Wybierali zawsze te dzieci, odnośnie których mieli przeczucia, że nie powiedzą rodzicom. Jeden z gwałconych przez nich chłopców krzyczał, że powie o wszystkim mamie. Rozzłościło to oprawców i doprowadziło do tego, że go po prostu, po tym jak go zgwałcili, zabili go i zakopali w lesie.

To właśnie od sprawy tego ostatniego chłopca policja i prokuratura zaczęła interesować się boromeuszkami. Pierwsi prokuratorzy i policjanci sprawę tradycyjnie, zgodnie ze staropolskim zwyczajem, zatuszowali i zignorowali oraz na końcu nie przyznali się do zaniechania. Podobnie jak szereg nauczycieli, którzy przez lata widzieli, a nie zareagowali. Na szczęście jednak trafiła kosa na kamień i wszystkim tym dzieciom trafiła się dobra prokurator i policjant z prawdziwego zdarzenia, którzy nadali sprawie prawidłowego obrotu. Wszystko skończyło się zamknięciem ośrodka, reportażami w “Uwadze” TVN i oczywiście skazaniem sióstr. Nie wszystkich, bo tylko przełożonej, która na wszystko pozwalała przez wiele lat i sama podżegała do przemocy i gwałtów. Dodatkowo, skazana została inna z sióstr. A tak naprawdę winnych było więcej. Same kary zresztą są takie, jakie dostaje osoba, która jedzie nieuczęszczaną drogą wśród pól na rowerze, po wypiciu 3 piw.

proces

Zdjęcie z procesu sióstr Boromeuszek,

fot. Gazeta Wyborcza

Po nagłośnieniu całej sprawy rozpoczęły się kontrole podobnych ośrodków. Również społeczeństwo, jak się zdaje, nabrało nieco więcej świadomości odnośnie tego, jakim źródłem patologii bywają zakony. Miejmy nadzieję, że więcej osób będzie patrzyło trzeźwo zakonnicom i księżom na ręce. Nie uważam, żeby nagłośnienie tej sprawy sprawiło, że podobni patologiczni wychowawcy (którzy na bank istnieją w innych rejonach naszego kraju) spuszczą z tonu i się czegoś przestraszą – choćby kary z zewnątrz. Wg. mnie, w jakiś pokrętny sposób tacy ludzie uważają, że postępują prawidłowo. Dlatego ważny jest instytucjonalny, sprawny system kontroli nad wychowawcami w zamkniętych ośrodkach.

Kiedy czyta się książkę Kopińskiej, wydaje się niemożliwe to, że przez wiele lat (prawie 40) dokumentnie nikt nie pomógł tym dzieciom. Nauczyciele w szkołach, do których chodziły dzieci z domu dziecka widzieli siniaki na ciele dzieci milczeli. Nie wierzyli licznym dzieciom, które się im w tajemnicy skarżyły na okrucieństwo zakonnic. Nie uwierzyli, mimo że widzieli w jakim stanie psychicznym muszą są dzieci. Przestraszone, bez żadnej woli, często przeżarte środkami uspokajającymi, zalęknione, z licznymi próbami samobójczymi na koncie. Nie pierwszy raz zresztą potwierdza się moja teza, że największe tumany idą na pedagogikę, a aktywność umysłowa i trzeźwość oraz intuicja większości ludzi pracujących z dziećmi to coś co można wyrzucić na śmietnik – tylko tam się nadaje.
Rodzice, babcie, ciocie i rodzeństwo dzieci, które są w sierocińcu to często osoby, które nie chcą lub nie potrafią zareagować. Wszak nie bez powodu to dziecko trafia do tego rodzaju ośrodka – bo rodzice są skrajnie niewydolni lub po prostu ich nie ma.
Kiedy jedno z dzieci wykrzyczało zakonnicy, że mamy już 2005 i w końcu wyda się co one tam wyprawiają, dziecko to dostało takie lanie, jakie długo pamiętało. To, że same dzieci nigdy nie poskarżyły się nikomu z zewnątrz, poza niereagującymi nauczycielami, nie jest trudne do zrozumienia: one od początku wpadły w patologiczny świat i dla nich to była normalność. Dziecko musi zostać nauczone dbania o swój interes i godność. Jeśli ktoś pozbawi je godności już u początku jego świadomości, później może być trudno i tak stało się u boromeuszek. Nie wyobrażam sobie, aby jakiekolwiek dziecko, które spędziło tam choć rok w okresie największej sensytywności w swoim rozwoju było zdolne do tego, aby w dorosłym życiu zawalczyć o swoje: poczuć się kimś wartościowym w związku partnerskim, poczuć się pełnowartościowym pracownikiem, poczuć się mocnym intelektualnie na tyle, aby starać się długotrwale spełnić jakiś cel itp.

 

Książki, które pozostają w podobnym klimacie, czyli ukazują patologię działania naszego systemu sprawiedliwości i ukazujące bezsilność wobec dziejących się patologii:

Kategoria: Książki | LEAVE A COMMENT
Marzec 11

„Dusza światowa” Dorota Masłowska

Pisałam już o Masłowskiej tutaj.

Przeczytałam wszystkie wywiady, jakie zostały z nią przeprowadzone, a jest ich w internecie naprawdę sporo – serdecznie polecam je wszystkim fanom Masłowskiej, zawsze są treściwe, nie ma w nich zbyt wiele informacji o życiu prywatnym autorki. Jeśli dla kogoś to za mało, zapraszam do sięgnięcia po ‚Duszę światową”, która jest wywiadem – rzeką z pisarką.

Jest to aż 90 stron wywiadu z tą kobietą – jeśli chodzi o mnie, nie ma lepszego pomysłu na prezent na książkę niż właśnie wywiad- rzeka z Masłowską. Ewentualnie mogą ją przebić jej niedawne „Kochanie zabiłam nasze koty”.

W „Duszy światowej” treść jest skondensowana, Masłowska jak zawsze szyderczo-ironicznie błyskotliwa w tym co ma do powiedzenia, a ma do powiedzenia, według mnie, wyjątkowo dużo. Rzadko ktokolwiek trafia tak dobrze jak ona w punkt na temat tego jak zmienia się nasza jaźń, jak żyjemy, co myślimy, jak traktujemy innych, jakie mamy cele, dążenia i aspiracje oraz co przegraliśmy jako społeczeństwo i czego się boimy. Nikt tak jasno i dobrze nie opisze współczesnego miasta i wsi, współczesnych idiotów i ludzi pogubionych, szczęśliwych i nieszczęśliwych. Serdecznie polecam.

 

 

 

Kategoria: Książki | LEAVE A COMMENT
Luty 26

„Mój prywatny Sąd Ostateczny” Daniel Koziarski

Koziarski napisał kolejną książkę w swoim specyficznym stylu. Bohaterowie są cyniczni, nie lubią ludzi, męczą ich konwenanse. Łatwo oceniają innych (w 90% oceny te są negatywne), widzą w osobach ze swojego otoczenia tylko niecne i niskie motywy. Dominującą emocją przeżywaną przez tych bohaterów jest złość, zazdrość, wrogość, agresja. Jest tak, jak słowo daję, we wszystkich książkach Koziarskiego. Tak jakby autorowi obca była jakakolwiek życzliwość wobec świata i ekscytacja z najróżniejszych rzeczy, z których cieszy się człowiek w  miarę ze sobą pogodzony. Czyli nie znajdziemy tutaj na przykład bohaterów, którzy mają marzenia. Oni ewentualnie tylko znoszą rzeczywistość taką, jaka ona jest i próbują sobie radzić, rozglądając się wokół czy ktoś im nie przeszkadza (wszystko z przekonaniem, że ludzie generalnie tylko przeszkadzają w życiu).

Tego sortu bohaterowie książek Koziarskiego są wtłoczeni przez niego w najróżniejsze perypetie. Wychodzi groteskowo, absurdalnie i naprawdę śmiesznie. Dlatego polecam jako czytadło, ale też jako element literatury osobliwej, bo jest lekko zastanawiająca postać samego autora, który ma wciąż podobnego głównego bohater w każdej kolejnej książce.

Tradycyjnie też na koniec popatrzyłam na to co czytelnicy piszą o tej książce, ale szybko doszłam do wniosku, że można sobie to odpuścić, skoro po 15 kolejnych autorów blogów książkowych, które przejrzałam, skupia się tylko i wyłącznie na tym, czy problematyka książki (gej zmagający się z tożsamością) jest dla nich już znana, czy może nowa. Tak jakby o wartości książki stanowiło to, czy już wcześniej przeczytaliśmy zupełnie inną książkę traktującą również o geju.

Niestety, przedzierając się przez kolejne blogi z recenzjami, które polegają jedynie na opisie fabuły i dopisaniu na końcu recenzji zdania:

Mój prywatny Sąd Ostateczny” to powieść bardzo pouczająca, pokazuje nam, jak prawdziwe są słowa Alberta Camusa „Nie oczekujcie na Sąd Ostateczny. On odbywa się co dzień.”

zniechęciłam się i zarzuciłam poszukiwania jakiejkolwiek ciekawej dyskusji o książce, dlatego nic Wam nie polecę. Jeśli jednak znacie jakieś miejsce w internecie, w którym napisano coś konstruktywnego, dajcie znać.

Książka to tryptyk. Mnie najbardziej podobała się historia ostatnia, o taksówkarzu, który mści się za samobójstwo córki na wszystkich tych osobach, które mogły przyczynić się do tego, że młoda wówczas dziewczyna targnęła się skutecznie na swoje życie. Opisany tok myślowy głównego bohatera jest czymś, z czym rzadko można się spotkać. Koziarski ukazuje takie myśli, które nawet jeśli mamy czasami w jakimś stopniu, to raczej się ich wstydzimy. Jest to książka o małostkowości, chamstwie, zacietrzewieniu, małoduszności, złośliwości, od których nikt z nas nie jest wolny. Koziarski pakuje te wszystkie negatywne cechy w jednym bohaterze i ukazuje jego poczynania. Niestety jednak, jego bohaterowie prawie zawsze chylą się ku nieuchronnemu upadkowi i nic ich z tego nie podciąga, jego książki nie mają pozytywnego wydźwięku ani żadnego konstruktywnego morału. Tak było z Socjopatą w Londynie, Kronikach Tomasza Płachty, Salą Samobójców.
Dopiero ‚Mój prywatny Sąd Ostateczny“ zdaje się mówić czytelnikowi, że nie da się żyć będąc takim jakimi są bohaterowie tych książek i że istnieje konieczność przewartościowania sobie życia.

Kategoria: Książki | LEAVE A COMMENT